OPOWIEŚĆ O KARTCE

 

 

Znowu to poczuł. Szybko zgasił ledwie zaczętego papierosa i zasiadł przed maszyną do pisania. Nie musiał zbyt wiele myśleć. Jego palce przekazywały klawiszom treść płynącą bezpośrednio z serca. Kochał to uczucie.

              Z radością obserwował transformację, jaką przechodziła kartka papieru wkręcona w jego maszynę. Na początku była biała. Jak śnieg. Nie, to banalne. Jak... jak... Nie mógł znaleźć bardziej poetyckiego porównania. Śnieg musiał mu wystarczyć. Ale to nic, albowiem jego oczy z radością odnotowały fakt, iż powoli wypełnia się literami, wyrazami, zdaniami... To tak, jakby po zimowych mrozach pojawiły się na łące pierwsze kwiaty, które... Ale się uczepił tej natury! Wiedział przecież, że stać go na subtelniejsze metafory! Po prostu teraz nie przychodziły mu do głowy — trudno. Zresztą — nieważne... Ważne było, by powstało dzieło, a on był pewien — powstanie. Zapamiętale stukał w klawisze i za każdym razem, gdy spoglądał na kartkę, odczuwał euforię, dumę, ale i niepewność. Jak ojciec oczekujący pierworodnego na szpitalnym korytarzu... Nie! To nie do wytrzymania! Dlaczego nawet dziś, kiedy nawiedziło go od tak dawna oczekiwane natchnienie, nie mógł zdobyć się na oryginalność? Chwycił się za głowę — kartka była już prawie pełna, a on nic szczególnego na niej nie napisał! Ze złością wyrwał ją z maszyny, zmiął w kulkę i cisnął w kąt pomieszczenia.

              Nie był w stanie stwierdzić, jak długo siedział nad klawiaturą. W końcu wziął do ręki następną, czystą kartkę i jął ją wnikliwie oglądać. Tak, to było prawdziwe dzieło sztuki... Nie jak ten zwitek leżący na podłodze... Podjął decyzję. Już nigdy nie zniszczy ani jednego dzieła sztuki, ani jednej kartki! Nie pozwoli również, by ignoranci profanowali je w takim tempie, w jakim robili to dotychczas. Wstał, zapalił papierosa, założył płaszcz, wziął z kuchni nóż i pobiegł w kierunku szkoły.

 


Góra strony