Oni tu przyjdą, wiedzą gdzie jestem. Żadnego oparcia, żadnej
pomocy, licz tylko na siebie. (Nie daj po sobie poznać, powolnym ruchem zetrzyj
pot z czoła. Drżenie rąk jest bezpieczniejsze od nerwowych tików i nieopanowanych
gestów.)
Chodzą za mną od długiego czasu, śledzą każdy mój ruch. Czekają
na błąd. Nie wiem jak to się mogło stać... Byłem zwykłym człowiekiem, byłem
normalny. Zrobili ze mnie szmatę, wrak, okruch... (Twarz do okna! Patrz
obojętnym wzrokiem! Sprawiaj wrażenie zmęczonego, nie czujnego.) Nie mogę spać,
nie mogę jeść, ostatkiem sił udaję na ulicy zwykłego przechodnia. W autobusie,
tramwaju — duszę się. (Rozluźnij krawat, wolno.) To pęknie! Ja nie chcę
postradać zmysłów, ale to pęknie!
Kiedyś myślałem, że mam jeszcze szansę Nie, nie w walce. W
ucieczce. Dawno straciłem te złudzenia. Tworzą potęgę, plotą sieć, ale nie
łapią cię w nią. (Rozepnij tę pieprzoną koszulę! Powoli.) Chcą, żebyś sam
w nią wszedł, sam się zaplątał. I zrobisz to. Im bardziej próbujesz uciec, tym
bliżej podchodzisz.
Próbowałem wszystkiego. Nawet ich przez jakiś czas ignorowałem.
Są cierpliwsi. I potrafią straszyć. Nie śmiej się. Kiedy nie jesteś pewien w
którą stronę zwrócić głowę, by nie ujrzeć kamiennych twarzy, kiedy kroki na
chodniku tobą trzęsą, a dokoła słyszysz ich głosy odbijające się tysiąckrotnym
echem pod twoją czaszką, nie zachowasz spokoju, uwierz mi. Albo nie! Nie wierz
mi, bo kiedyś i tak będziesz musiał nauczyć się nieufności. Nie ufaj nikomu, są
wszędzie. Ja nikomu nie wierzę (Czemu on się uśmiecha? Czemu ten w kapeluszu
się uśmiecha? Jest sam, czy daje sygnał? Nie zastanawiaj się! Wysiądź na
następnym przystanku!), z nikim nie rozmawiam. Gdybyś mógł zobaczyć moją
twarz... Używam pudru. Nie dziw się, nie jestem pedałem. Ale gdyby zobaczyli
podkrążone oczy, byliby bliżej. Muszę ukryć lęk, muszę ukryć lęk, muszę...
(Wysiadaj! Dobrze...) Gdzie teraz? Tam. Autobus, odjeżdża.
Zniknąć. (Nie biegnij! Idź szybkim krokiem, nie zwracaj na siebie uwagi!)
Usiąść. Twarz w okno.
Dlaczego wybrali mnie? Nie wiem. Może dlatego, że jestem taki jak
ty i chcą nas wszystkich, a może to ślepy traf. Nie wiem. Nie wiem, czy
podążają za kimkolwiek innym, nie dali mi czasu... (Nie patrz tak często na
zegarek! Opanuj się.)
Dziwne, zagrożenie staje się mniej wyczuwalne. Chcą mnie nabrać.
Chcą wzbudzić nadzieję. Nie mogę na to pozwolić, nadzieja tylko zaszkodzi. Jest
narzędziem w ich rękach. (Pot! Zetrzyj pot! Wolno.)
Nie! Mają mnie! Podstęp! Zasadzka! Wyciągnął to! Podchodzi, mówi coś!
Do mnie mówi! Nie! Czego chcecie!!!
* * *
— Dzień dobry państwu, proszę przygotować bilety do kontroli.